Forum www.magnaci.fora.pl Strona Główna
RejestracjaSzukajFAQUżytkownicyGrupyGalerieZaloguj
Dz BiP IV. (Milka)

 
Odpowiedz do tematu    Forum www.magnaci.fora.pl Strona Główna » Regulamin Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Dz BiP IV. (Milka)
Autor Wiadomość
Brom
...
...


Dołączył: 11 Sty 2009
Posty: 155
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecin

Post Dz BiP IV. (Milka)
IV.

Kilka godzin wcześniej...

- Coś Ty powiedziała!? - darł się niemiłosiernie, szorstki, męski głos.
- To co słyszałeś, mam dość tej dziury ??? po raz kolejny dziewczyna wzruszyła ramionami ??? znajdź sobie jakąś kobitkę co by się koło Ciebie 24/7 kszątała.
Mężczyzna uderzył pięścią w stół, który po chwili rozsypał się w drobny mak. Kręcił się raz w lewo, raz w prawo. Spoglądał na kobietę i znów zaczynał się kręcić, w lewo i w prawo... W końcu stanął po środku pomieszczenia i wsunął ręce do kieszeni wykonująć gwałtowne ruchy głową na boki.
- Nie zgadzam się - palnął po chwili namysłu niczym małe dziecko słyszące sprzeciw matki na propozycję kupna cukierów.
Dziewczyna westchnęła wpatrując się w miejsce gdzie wcześniej stał nienaruszony dębowy stół. W głowie kłębiły jej się wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to razem ze straszym bratem bawiła się w grę zwaną "idiotyzmy". Pamiętała, że zawsze Allen wygrywał, nic dziwnego, w końcu znał się na tym... Nagla zaśmiała się do swoich myśli wspominając jeden z wielu pomysłów brata. Achh... - pomyślała przez chwilę - że też On z tego nie wyrósł, czasami zachowuje się tak, jakby nadal grał ze mną w tą dziwną grę. - zamrugała powiekami otrząsając się. Odepchnęła się od zimnego parapetu i wolnym krokiem ruszyła w stronę swojej sypialni. Rzuciła za siebie jedynie pogardliwe spojrzenie i u szczytu drogi zamknęła drzwi przekraczając próg pokoju. Rozejrzała sie po pomieszczeniu zatrzymując wzrok na każdej szafce z osobna. Odzież, buty i jakieś rzekomo przydatne każdej kobiecie rzeczy. Nic szczególnego. Wyjęła z jednego pojemnika skórzany worek i powoli zaczęła się pakować. Dion - przemknęło jej przez myśl - tam zdaje się była całkiem przytulna gospoda. Pamiętała, jak któregoś razu rozpętała się tam całkiem zabawna awantura o jakis podarty pasek od spodni jednego z miejscowych krasi. To było widowisko! Mocne dłonie mężczyzn, zaciśnięte w pięści co chwile zderzały się z brodatymi twarzami, by po chwili oderwać się z głuchym trzaskiem.
22:05:55
Po 20 minutach przygotowań wyszła przed dom i skierowała się w stronę małego drewnianego budynku, jakby na kształt stajni. Czekała tam już jej wierna przyjaciółka, która po kolejnych minutach została zaopatrzona w niezbędne do jazdy przedmioty. Wyprowadzając klacz zdażłyła spojrzeć ostatni raz na brata stojącego wciąż na progu domu i wpatrującego się w nią szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.
- Milka czekaj!! - Allen wydarł się za galopującym koniem wymachując bezradnie rękami - No kurczaki.. Pojechała... co za świat.. - bąknął do sobie i wrócił skąd przyszedł...
Zmierzchało.
Kawałek tarczy księżyca wyłonił się zza chmur, lecz po chwili stał się niewidoczny za sprawą pędzących po niebie, gęstych zasłon. Rzucał jedynie co jakiś czas nikłe blaski na miasto. Latarnie świeciły pełną mocą, odrywając przed światem kontury budynków. Pozwalały też na całkowitą swobodę ruchów, więc głów przechodniów nie musiały zaprzątać takie błahostki jak czyhające co kawałek kamienie, czy nogi leżącego w krzakach trupa. Zapewne jeszcze dychał, lub po prostu postanowił zanocować poza domem. Tutaj nikt się niczym i nikim nie przejmował.
Krótkie, sterczące na wszystkie strony, czarne włosy kobiety, zdawały się być obojętne na szalejący wokoło wiatr. Poruszała się dość zgrabnie, tylko jej ciężkie buty stukały miarowo o bruk placu. Otaczały go małe drzewka, do połowy pozbawione liści, za to cała ich masa zaczynając od barwy ciemnozielonej a kończąc na zgniłej pomarańczy, leżała pod pniami rozkładając się i tocząc po bruku z każdym podmuchem. Trzymała w dłoni lejce, za którymi człapała zmęczona i wyraźnie zniechęcona klacz. Gdyby tylko mogła padła by pyskiem na chłodną posadzkę i nie ruszyła się aż do świtu.
22:06:04
Skręcając po chwili i idąc jakiś czas alejką dotarła do stajni. Kobieta wyciągnęła kilka złotych monet wręczając je mężczyźnie. Ten skinął w kierunku postaci i zaprowadził konia do schludnego boksu, aby odpoczął i nabrał sił przed następną podróżą. Milka zgniotła w dłoni bilet i ruszyła z powrotem do centrum miasta. Gdzie niegdzie biegały rozchichotane brzdące, a za nimi roztrzęsione matki pilnując bezpieczeństwa maluchów. Za dnia było tutaj dość przytulnie, wręcz biło od miasta życie. Jednak w nocy, gdy wszyscy w sen zapadali, jedna gospoda pozostawała otwarta. Mroczna i nieprzewidywalna, wabiąca wszelkie plugactwo i chętnych do bitek.
"Gospoda u Doci" takim jej w potocznym brzmieniu było dane szczycić się "mianem". Kobieta po chwili namysłu ruszyła w jej stronę rozglądając się uważnie, by czasem nie zgubić drogi. Raz w prawo, potem kawałek prosto, potem znów w prawo ii... odruchowo schyliła się słysząc dziwny świst nad głową. Nie zastanawiając się nad przyczynami zamachu na jej życie, kucnęła niczym drapieżnik i przetoczyła się dynamicznie po podłodze, a dotarwszy do przeciwległej ściany rozejrzała się za terrorystą. Podczas tego triku kątem oka zauważyła, że narzędziem zbrodni był wałek do ciasta, który po chwili uderzył w sąsiedni budynek i potoczył się gdzieś uliczką. Kobieta zażenowana całą sytuacją wstała raptownie otrzepując spodnie i bluzkę. Pokreciła głową poprawiając fryzurę. Nie pozostawiając jednak zamachu bezkarnie postanowiła znaleźć ową kobitkę z pewnością wściekającą sie na męża. Szukać długo nie musiała, jedno z uchylonych okiennic po przejściu kilku metrów ujawniło sprawczynię. Wieczorowe pory niosły niemal podwójnie awantury parek.. Mmm ciekawie zawsze jest podsłuchać, nie żeby robiła to regularnie i z wielką pasją, ale mimo wszystko... - dziewczyna zachichotała i zerknęła przez okno nie ukrywając szerokiego uśmiechu.
- O Ty krowo! - dziewczyna aż odskoczyła od okna zaskoczona kolejnym atakiem na jej biedne serce.
- Osz Ty świnio! - rozległ się kolejny wrzask, tym razem o kilka oktaw wyższy. Sądząc po barwie głowu, musiała to być przedstawicielka płci pięknej. W tym samym momencie Milka uświadomiła sobie, że poprzedni krzyk nie był wcale skierowany w jej stronę. No tak, kłótnia parki, czego sie spodziewałaś - skarciła się w myśli i zajrzała ostrożnie w głąb pomieszczenia.
O dziwo było w nim więcej osób niż można się było spodziewać. Niektórzy siedzieli rozwaleni z otwartymi buziami, zapewne nie do końca świadomi sytuacji w jakiej się znaleźli. Ciemnej barwy stoły stroiły tu i ówdzie pomieszczenie, a w kącie kilka razem złączonych stanowiło teraz wykwintne łoże dla zalanej w trupa garstki mężczyzn. Pod ścianą po lewej stronie, niemal w egipskich ciemnościach siedziały dwie postacie. Nie dało się na te warunki powiedzieć o nich nic więcej, ale podświadomosć podpowiadała kobiecie, że nie są warte zachodu. Teraz już wiem co mi ten widok przypomina! - olśniło nagle podglądaczkę - wszak to "Gospoda u Doci"! A to Ci dowcip, nigdy nie patrzyłam na nią pod tym kątem.. Nagle rozmyślenia przerwały strudzone dniem i latami doświadczenia, chrapliwe głosy.
- Oj droga pani, ta młodzież to teraz taka, tak inna...
- Za dużo ćpają i tyle. A wiesz, już od kilku dni majtki mnie parzą.
- A no co zrobisz, na ulicy nie jest już bezpiecznie, ludzie golą krocze proszę pani! - wreszcie dotarło do dziewczyny, że tymi tajemniczymi postaciami spod ściany są po prostu dwie starsze kobiety, co one tu u licha robiły? Milka zdała sobie jednak sprawę, że za bardzo ją to nie interesuje, więc znów zerknęła w stronę wykłócającej się parki. Przyjrzała się w końcu nieco uważniej sprawcom zamieszania. Mężczyzna był nikłego wzrostu, mniejszy od swej partnerki niemal o dwie głowy. Krasnolud.. Całkiem zwyczajny. Kobieta była średniej budowy ciała, nie nabita, ale też niezbyt szczupła, co przy jej wzroście sprawiał
sprawiało wrażenie idealnego wyważenia proporcji ciała. Widok psuły dwa rude kucyki opadające na jej ramiona. Już nie była taka idealna. Na jej widok pomyślała też o wałku, pewno uczynna gospodyni postanowiła wspomóc kobietę i podarowała jej jednorazową broń.
- A więc tak! - znów rozległ sie piskliwy głos rudowłosej. Dziewczyna zaskoczona podskoczyła i uderzyła głową o framugę okna z cichym sykiem opuszczającym jej usta.
- Tak!
- Separacja! I wracam do mamusi!...... - krasnolud odwrócił się raptownie i ruszył w kierunku wyjścia.
- Tchórz! - dało się jeszcze słyszeć zanim postać krasia całkowicie zniknęła z pola widzenia.
Milka kucnęła pod ścianą gospody w zamyśleniu. Czy każda para skazana jest na wieczne kłótnie, nieporozumienia i obrzucanie się wałkami do cista? Żenada - odpowiedziała sama sobie na zadane w myślach pytanie. Przecież to tylko stereotyp - szepnęła w duszy wrażliwsza część jestestwa kobiety. Taaaa, pewnie. I żyli długo i szczęśliwie, hę? - odpyskowała ta mroczniejsza z dozą ironii w swoim nikłym głosiku. Oj! Zawsze wszystko musisz psuć, Ty wredna, paskudna, odrażając, upiorna, ohydna, podstępna, złośliwa, przebrzydła, obrzydliwa, koszmarna, szkaradna, wstrętna ... (po pięciu minutach)...przerażająca pesymizmem namiastko istoty!! - obruszył się już dość zirytowany, dobry głosik w głowie Milki rzężąc na wydechu. Histeryzujesz.. - ta zła jak zawsze sprowadzając odpowiedź do minimum zakończyła bitwę. Kobieta westchnęła ciężko, widocznie i dla niej taki pokaz był dość irracjonalny. Nie dość, że w domu miała cały zestaw bezsensownych kłótni, to jeszcze w jej głowie zaczęły sie rodzić dwa wojenne fronty. O ironio.
Potrzasając głową odsunęła się na dobre od pola bitwy dwóch sprzecznych myśli. Nigdy nie chciała, by podobny los do tej nieszczęsnej pary z gospody spotkał ją samą. Gdy była mała, marzyła, że pewnego dnia spotka piękną ropuchę, z którą po pocałunku będzie mogła przeżyć resztę życia jako zielona żabka. I kumkać do woli! O tak, denerwowanie ludzi znajdujących się w pobliżu żabim śpiewem.. Ach, to były czasy.
Teraz nieco sytuacja się zmieniła, przeżyła kilkanaście wiosen więcej i już nie wierzy w banialugi o kumkaniu. Za to dzień w dzień styka się z takimi sytuacjami jak dzisiejsza w jej głowie. Prawie jak zawowody wariat. Jeszcze kilka takich numerów a zamkną ją w pokoju bez klamek. Tak więc siłą rzeczy, nie może o tym za dużo rozmyślać, woli cofać się myślami wstecz, do tych przyjemniejszych wydarzeń. Już miała zacząć wspominać odwiedziny ciotki z wodogłowiem gdy kolejna, stłumiona rozmowa zza ściany ściągnęła ją siłą na ziemię.
- Wielka ???Matrona Falbanek??? kurwa!! Zawsze wie lepiej, to mnie wkurza.. - gdy Milka na nowo przywarła do okna ze zdziwieniem odkryła, że w pomieszczeniu pozostały tylko dwie postacie przy ladzie. Rudowłosa, która zakończyła zdanie głośnym przekleństwem, by po chwili zapaść się na krótko w zamyśleniach.
- Ale wiesz.. tym razem odezwał się nowy głos, bardziej rozochocony ja wiele toleruje.. nawet to że przez wasze ciągłe sprzeczki i bójki tracę klientele .. a właściwie to zyskuje, właściwie to jesteście tu największą atrakcją! Przyjdziecie potłuczecie trochę butelek, talerzy...
Monolog kobiety ciągnął się w nieskończoność. Co chwila docierały do Milki jakieś wyrywki w stylu "3-4 miesięcy", "królu świata" i tym podobnych bzdurach. Po chwili uświadomiła sobie, że rudowłosa zdarzyła zabrać głos i sądząc po pozie (niestety, twarzy nie było widać, gdyż siedziały tyłem do okna) była w połowie wypowiedzi.
-...cała heca polega na tym żeby go z tego kurnika nie zrzucić - co? Jakiego kurnika?
Nie lepiej go z tego błędu wyprowadzić?! - kolejna zagadka, jakiego błędu? Że też musiałam się wyłączyć w takim momencie!
- A wiesz, że Brom nawet w prawdziwą podróż poślubną mnie nie zabrał? - Brom.. Zapewne chodzi o męża rudej.
- Gdzie byliście ?
- W szopie na narzędzia.. strugał pajaca.. - Milka zaśmiała się w duchu. Wziął kawałek drewna i zaczął strugać? Musi mieć chłop talent!
- Faktycznie masz do niego cierpliwość ..
- Jejku jakie te samce są beznadziejne.. Idę się przejść! - zakończyła rozmowę rudowłosa i jak powiedziała, tak zrobiła.
Dość tego podglądania, a i napić się trzeba. Milka odeszła od okna i obróciwszy się na palcach ruszyła w kierunku wejścia. Pokonując zakręt dostrzegła oddalającą się postać, zapewne niedawna rozmówczyni rozochoconej kobitki, która jeszcze tkwiła w środku. Mozliwe, że to akurat była Docia, gospodyni, też ma takie roztrzepane włosy, ale żeby się upewnić, musiałabym zobaczyć jej twarz - pomyślała wchodząc pewnym krokiem do budynku.
Owiał ją chłodny zapach piwa, teraz dobitnie poczuła, jak bardzo musi się napić.
- Witaj zacna gospodyni! - zawołała w kierunku zaplecza z którego wyłoniła się całkiem pokaźnej budowy kobieta. Tak, to jednak jak Docia. Przyjrzała się uważnie przybyłej i uśmiechnęła stukając głośno kuflami, które trzymała w dłoniach.
- Ty, tutaj? Siadaj no napij się i mów co Cię sprowadza! - postawiła jedno naczynie na blacie i podsunęła je siadającej na przeciw znajomej. Zapełniła kufel złotawym płynem robiąc przy okazji na szczycie białe posłanie, jakby z puchu.
Milka już miała otworzyć usta i opowiedzieć o sprzeczce z bratem gdy drzwi do gospody raptownie trzasnęły o ściany otworzone przez wtaczającą się do środka włochatą kule.
- Psotka! - wrzasnął krasnolud nachylając się nad ladą i po chwili juz go nie było.
Dziewczyna zamrugala powiekami i rozejrzała się. Dostrzegła, że kraś leży na ziemi z naciętą na skórze głowy ranką, a na blat posypały się kaskady błyszczących odłamków. Docia wyraźnie zagniewana wrzaskiem, który niefortunnie został skierowany w sam środek ucha gospodyni, stała jeszcze chwile z uchem od kufa którego niestety nie zdażyła odłożyć.
- Eh.. Bromek ty to nie wiesz gdzie Twój domek, co? Nie ma jej, wyszła. - mruknęła do podnoszącego się już mężczyzny i pokręciła głową z dezaprobatą.
- Wyszła – powtórzył cichym głosem Brom.
Nogi mu się ugięły, ręce załamały, szczęka opadła, broda zbladła, oczy przyciemniały.
Trudno powiedzieć czy to przez uderzenie czy nieobecność Psotki. Efekt był jednak taki, że i spodnie do połowy masztu mu opadły.
-Jak to wyszła ? – jękną.
Tyle w koło się działo.. a Brom dalej stał jak słup soli niedowierzając w to co go spotkało.
Na początku ktoś go szturchną, zawadził go łokciem.. Nawet jakiś duchowny, najdelikatniej jak tylko potrafił prosił go – Może by wielmożny Pan, łaskawie przesuną z przejścia, swoją jakże krągłą d... , - powstrzymał się jednak w obawie przed złamaniem ślubów – obfitość, znaczy się obfitość !!. Krasnal jednak go ignorował, jak każdego poprzednika i następcę, zresztą.
Docia, która zwykle ignoruje wszystko i wszystkich również zaczyna bezskutecznie prosić, by ten usuną się z przejścia i udał się do stolika dla Wqrwionych i Płaczących, w skrócie VIP.
Okrągły stolik znajdujący się na środku sali, nie cieszył się wcale renomą czy poważaniem, właściwie to był omijany szerokim łukiem.. niewyobrażalnie szerokim. Co wymagało nie lada sprawności fizycznej, biorąc pod uwagę wielkość karczmy. Nie siadali przy nim nawet najbardziej zapijaczeni klienci knajpy. Wszyscy unikali go jak przeklętego kręgu. Był jak Emo Bar, wystarczy raz się tam pokazać by smród tego czynu, ciągną się przez lata.. Stolik przy którym miałby zasiąść Brom przyciągał głównie rozwodników, domorosłych lovelasów i takich dziwnych , bliżej nie określonych. Ekipa zasiadająca przy nim, była raczej stała i niezmienna. Siedzieli tak wiecznie w ciszy, przyjmując raz za razem coraz dziwniejszą pozycję, wpatrując się raz w okno a raz w ściany. Co widzieli ? Trudno powiedzieć. Trzeba by tam usiąść ale najodważniejszym brak odwagi.
-Nosz za jakie grzechy ! stolik nr 4 znowu upiększony kwieciście przez pijaczka , ten tu stoi i nie daje znaku życia a na zapleczu placki mi się przypalają !. – krzyknęła w duszy Docia. – Heh? Czy to powiew wiatru czy właśnie myśl mi przeleciała koło głowy? Wiem co zrobię! Zrobię sobie przerwę.
- Dobra, Brom jak już tak tu stoisz to przydasz się na coś ! Popilnuj mi knajpy podczas gdy ja udam się na zasłużoną przerwę. – i wyszła z karczmy na ulicę by odetchnąć świeżym powietrzem.
Załamany Brom stał się dla bywalców niczym stały obiekt. Nikt go już nie zauważał nikt go nie widział.
Nawet siedząca obok Milka była zbyt pogrążona wewnętrzną rozmową , którą nie jeden by zwał poza miastową, ze swoim dziecinnym bratem.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Brom dnia Czw 12:18, 16 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
Nie 0:05, 07 Kwi 2013 Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum www.magnaci.fora.pl Strona Główna » Regulamin Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do: 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.
Regulamin